Znasz to uczucie, kiedy budzisz się rano, bierzesz do ręki kubek z kawą i zamiast planu na resztę dnia, czujesz w głowie jedną wielką pustkę albo, co gorsza, totalny chaos? Nic nie chce wskoczyć na swoje miejsce, myśli plączą się jak stare kable, a każda ewentualna decyzja wydaje się jednocześnie tak samo dobra, jak i beznadziejna. W takich momentach najłatwiej jest skazać samego/ą siebie na porażkę i pomyśleć, że coś z Tobą jest nie tak, skoro świat tak pędzi do przodu, a Ty stoisz w miejscu, nie wiedząc, w co ręce włożyć.
Niepewność nie jest dowodem, że zbłądziłeś – zabłądziłaś. Jest znakiem, że przechodzisz z jednego etapu w kolejny.
Łatwo wtedy uznać ten stan za błąd w sztuce, za jakieś życiowe opóźnienie albo usterkę, którą trzeba naprawić za wszelką cenę i to najlepiej natychmiast. Ale wiesz co? Prawda jest znacznie bardziej ludzka i szczerze mówiąc, o wiele bardziej pocieszająca: ta cała niepewność, która Ciebie być może teraz dotyka, wcale nie oznacza, że zabłądziłeś/aś. To raczej sygnał, że Twoja stara mapa przestała wystarczać, bo po prostu z niej wyrosłeś/aś. I często jest to najzdrowsza informacja, jaką wysyła Tobie twój organizm, znak, że właśnie domykasz jeden etap, a kolejny jeszcze nie zdążył się w pełni wyłonić z mgły.
Niepewność nie bierze się z pustki, ona wyrasta w tych specyficznych szczelinach między tym, co już było, a tym, co dopiero nadejdzie. Pojawia się zazwyczaj wtedy, gdy Twoje dotychczasowe metody działania i te wszystkie wyuczone schematy, którymi się kierowałeś, po prostu przestały działać. Twój umysł naturalnie traktuje to jak pożar, który trzeba ugasić szybką decyzją, bo jako ludzie kochamy poczucie, że trzymamy stery w dłoniach. Ale rozwój ma to do siebie, że rzadko przypomina prostą, szeroką autostradę, a znacznie częściej jest serią ostrych zakrętów, na których trzeba mocno zwolnić, żeby bezpiecznie zostać na drodze. W codziennym biegu łatwo pomylić to zawieszenie z brakiem kompetencji czy utratą kontroli nad losem, a paradoksalnie jest dokładnie na odwrót. Ta mgła pojawia się dlatego, że w końcu przestałeś/aś działać na autopilocie i zacząłeś dostrzegać niuanse, własne granice oraz rzeczy, które już Ci po prostu nie pasują. To wyraźny znak, że coś w Tobie dojrzało do tego, by przestać iść utartym, cudzym ścieżkami. A to, że jeszcze nie wiesz, jak iść inaczej? Spokojnie, to wcale nie oznacza, że stoisz w miejscu. Ty po prostu nabierasz sił przed nowym kierunkiem.
Warto się na chwilę zatrzymać przy tym, co nas w tej niepewności najbardziej boli, bo to zazwyczaj nie sam brak odpowiedzi jest ciężki, ale presja, jaką na siebie nakładamy, uznając niewiedzę za porażkę. To właśnie wtedy rodzi się ta nerwowa chęć, by zrobić cokolwiek, podjąć jakąkolwiek decyzję, byle tylko przestać czuć ten dyskomfort i odzyskać złudne poczucie panowania nad sytuacją.
Jeśli jednak spróbujesz spojrzeć na ten stan jak na konieczny przystanek, jak na chwilę, w której Twoje wewnętrzne akumulatory muszą się na spokojnie przeformatować, poczujesz ulgę. Możesz pozwolić sobie na to zawieszenie bez poczucia winy, dając sobie święte prawo do działania w mniejszej skali. Nie musisz przecież planować całego życia przy tej jednej kawie. Wystarczy, że ogarniesz najbliższą godzinę. To nie jest żadne cofanie się, to sprawdzanie gruntu przed kolejnym krokiem.
Wiele najważniejszych zmian w życiu nie zaczęło się od wielkiego natchnienia, ale właśnie od takiego męczącego i cichego „nie wiem”, które przygotowało przestrzeń na coś bardziej Twojego. Niepewność nie zamyka drzwi przed nosem, ona po prostu pilnuje, żebyś nie wszedł w nie za wcześnie, zanim nie będziesz gotowy/a na to, co na Ciebie czeka.
I wiesz co? Taka świadomość naprawdę wystarczy, żeby przetrwać dzisiejszy dzień. Reszta ułoży się w swoim czasie, więc po prostu dopij spokojnie kawę i nie wymagaj od siebie dzisiaj cudów.

Zgodnie z przesyłanymi do mnie prośbami od tej „Chwili Zatrzymania” rozszerzyłem nieco teksty tak, aby były dłuższe do posłuchania / przeczytania. Dziękuję przy okazji za wszelkie nadsyłane sugestie, propozycje tematów itd.

