Dla mnie to kolejny niezwykle trudny dzień związany z sytuacją mojego leżącego w szpitalu wnuka ale zarazem również, to bardzo transformacyjne doświadczenie skłaniające do głębokich przemyśleń. Nie zawsze największe prawdy przychodzą do nas w chwilach triumfu. Czasem pojawiają się wtedy, gdy człowiek siedzi przy szpitalnym łóżku, czeka na telefon, patrzy na wyniki badań, wsłuchuje się w odgłosy aparatury albo próbuje znaleźć w sobie siłę na kolejny dzień, choć wydaje się, że tej siły już nie ma. To właśnie wtedy wiele rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały się ważne, nagle traci swoje znaczenie. Spory, ambicje, pośpiech, plany odkładane na później, niepotrzebne urazy. Wszystko to zaczyna blednąć wobec jednej, bardzo prostej prawdy.
„Nie znam większego celu niż miłość.”
To zdanie nie mówi o uczuciu znanym z romantycznych historii. Mówi o czymś znacznie głębszym. O tej niezwykłej sile, która sprawia, że człowiek trwa przy drugim człowieku nawet wtedy, gdy nie może niczego naprawić. O obecności, która nie potrzebuje wielkich słów. O gotowości do niesienia ciężaru, którego nikt nie chciałby dźwigać.
Życie potrafi zmienić się w ciągu kilku sekund. Jeden telefon. Jedna diagnoza. Jeden wypadek. Jedna wiadomość, która dzieli rzeczywistość na „przed” i „po”. Nagle okazuje się, że przyszłość przestaje być czymś oczywistym. Pojawia się niepewność, lęk, bezradność. Człowiek próbuje zrozumieć, dlaczego wydarzyło się właśnie to, właśnie teraz, właśnie tej osobie. Szuka odpowiedzi, których często nie ma.
W takich chwilach miłość przestaje być abstrakcyjnym pojęciem. Staje się działaniem. Staje się siedzeniem przez wiele godzin przy łóżku chorego. Staje się kolejną nieprzespaną nocą. Staje się modlitwą, intencjami, dialogiem ze Źródłem szeptanym w ciszy. Staje się łzą, której nikt nie widzi. Staje się nadzieją podtrzymywaną wtedy, gdy rozsądek podpowiada zupełnie co innego.
Być może właśnie dlatego ludzie przechodzący przez najtrudniejsze doświadczenia często odkrywają coś niezwykłego. Odkrywają, że serce potrafi być silniejsze, niż kiedykolwiek przypuszczali. Że można jednocześnie odczuwać strach i mieć odwagę. Można płakać i nadal wierzyć. Można nie znać odpowiedzi na żadne pytanie, a mimo to każdego ranka wstawać i robić kolejny krok.
Niech ten dzisiejszy „Impuls” będzie przypominajką o czymś bardzo ważnym dla tych, którzy znaleźli się po drugiej stronie cierpienia. Dla rodzin, dla przyjaciół, opiekunów, dla wszystkich osób towarzyszących komuś w walce o zdrowie, życie czy odzyskanie równowagi po traumie. Bardzo często skupiają się oni wyłącznie na potrzebach innych, zapominając o własnym bólu. Tymczasem miłość obejmuje także łagodność wobec samego siebie. Pozwala przyznać, że jest ciężko. Pozwala usiąść na chwilę. Pozwala nie być niezniszczalnym…
Przy tym… Nie każda historia kończy się tak, jakbyśmy tego chcieli. Nie każda modlitwa czy intencja otrzymuje odpowiedź, której oczekujemy. Nie każde cierpienie daje się wytłumaczyć. A jednak nawet w najciemniejszych doświadczeniach pozostaje coś, czego tragedia nie potrafi odebrać. Jest tym zdolność człowieka do kochania mimo wszystko. Do wyciągania ręki mimo strachu. Do wybierania dobra mimo bólu.
Być może właśnie o tym mówi najwyraźniej ten dzisiejszy tekst… Nie wiem czy udało mi się przekazać to właściwie. Nie o celu zapisanym w zawodowych osiągnięciach, liczbach na koncie czy kolejnych sukcesach. Mówi o czymś, co pozostaje, gdy wszystko inne zostaje poddane próbie. Czasami bardzo ciężkiej próbie. O tym, że na końcu wielu życiowych pytań nie stoi pytanie o to, ile zdobyliśmy, lecz o to, ile było w nas prawdziwej troski, czułości, współczucia i obecności.
A jeśli dziś znajdujesz się w miejscu pełnym niepewności, jeśli czekasz na poprawę stanu bliskiej osoby tak jak Ja, jeśli zmagasz się z własną chorobą, stratą, traumą lub wydarzeniem, które wywróciło Twój świat do góry nogami, spróbuj pamiętać o jednym. Nie musisz mieć wszystkich odpowiedzi. Nie musisz wiedzieć, co wydarzy się jutro. Nie musisz być silny – silną przez cały czas.
Wystarczy, że nie pozwolisz zgasnąć temu, co najcenniejsze. Bo nawet wtedy, gdy życie staje się niezwykle kruche, miłość pozostaje czymś, co potrafi nieść człowieka dalej. Czasem przez jeden dzień. Czasem przez jedną godzinę. Czasem przez jedną kolejną minutę. I niekiedy właśnie ta jedna minuta nadziei okazuje się niezwykłym początkiem wszystkiego.
Kiedy w emocjach wyrzuciłem swój żal i gniew do Źródła na to, co spotkało wnuka usłyszałem tylko: „nie traktuj tego wyłącznie jako nieszczęścia ale jako dar”… Dzisiaj, teraz już wiem dlaczego to popłynęło ale wtedy czysto ludzka reakcja przesłaniała zrozumienie.
A co ty o tym myślisz?
Dziękuje Liduszko za niezwykle cenny komentarz, niech stanowi zaproszenie dla innych do podzielenia się swoją refleksją…


Miłosierdzia dla Nas Wszystkich. Dar dla Ciebie Marku? Wiesz, niesiemy Miłowanie dalej, pomimo wszystko, jednak całe wieki ludziom wawiano, że cierpienie jest darem,oczyszczeniem itp. Żyje już więcej niż pół wieku i wiem, że człowiek w spokojnym miłującym środowisku w pięknej przestrzeni wzrasta, ewoluluje. Od dziecka nie widziałam, nie czuję w cierpieniu żadnego naturalnego wzrostu. Jednak to moje odczucie. Nich Dobry Bóg i Wszechobecna Matka w Waszych Sercach Wzmacnia i Uzdrawia to, co was Żywe i Niewinne.
Dziękuję „Liduszka” za ten komentarz i za podzielenie się swoim odczuciem. W gruncie rzeczy bardzo wiele z tego, co napisałaś, jest mi bliskie. Ja również nie uważam cierpienia za coś dobrego, pożądanego czy potrzebnego człowiekowi do wzrastania. Gdybym mógł cofnąć czas i oszczędzić mojemu wnukowi tego bólu, zrobiłbym to bez chwili wahania.
Kiedy napisałem o „darze”, nie miałem na myśli samego cierpienia, poparzenia, choroby czy tragedii. Nie widzę daru w bólu dlatego też w pierwszej chwili zareagowałem podobnie kiedy to do mnie „popłynęło”. Ale wchodząc głębiej można zobaczyć więcej. Bardziej chodziło mi o to, co czasami otwiera się w ludziach i pomiędzy ludźmi pod wpływem takich doświadczeń. O miłość, solidarność, przewartościowanie wielu spraw, głębsze dostrzeganie tego, co naprawdę ważne. To są rzeczy, które mogą pojawić się obok cierpienia, ale nie dlatego, że cierpienie jest dobre, lecz dlatego, że człowiek potrafi odpowiedzieć na nie dobrem.
Podobnie jak Ty wierzę, że najpiękniej wzrastamy w atmosferze miłości, bezpieczeństwa i życzliwości. Jeśli jednak życie stawia nas wobec wielu niechcianych i przykrych doświadczeń, których nie wybraliśmy, próbuję szukać w nich nie sensu samego bólu, lecz sensu tego, jakimi ludźmi możemy się dzięki temu stać.
Dziękuję za dobre słowa, modlitwę i obecność. Są dla mnie bardzo cenne w tym trudnym czasie.