Wyobraź sobie dom, który mijasz od wielu lat. Nie ten, który przyciąga wzrok nową elewacją ani taki, o którym mówi się na osiedlu. Zwyczajny. Mógłby stać właściwie na każdej ulicy. Rankiem ktoś wyjeżdża z niego do pracy, wieczorem zapala się światło w jednym z pokoi. Zimą przed bramą odgarnięty jest śnieg, latem ktoś podlewa ogród. Nic, co zatrzymywałoby przechodniów. Jednak jest duża szansa, że gdyby nagle zniknął, zauważyłbyś – zauważyłabyś to niemal od razu. To zastanawiające. Najłatwiej dostrzegamy brak rzeczy, których wcześniej prawie nie widzieliśmy…
Przez lata, dużo wcześniej wydawało mi się, że to coś w rodzaju zwyczajnej zbieżności różnych nakładających się na to zdarzeń. Dzisiaj coraz bardziej skłaniam się ku innemu przekonaniu. Człowiek bardzo szybko oswaja się z tym, co daje mu poczucie bezpieczeństwa. Nie analizuje tego. Nie zatrzymuje się. Uznaje, że skoro coś trwało wczoraj, będzie trwało również jutro. I właśnie wtedy zaczyna przestawać to zauważać.
Nie dotyczy to tylko domów. Dotyczy to niemal całego naszego życia. Przyzwyczajamy się do ludzi, którzy są obok. Do głosu, który od lat słyszymy przez telefon. Do wiadomości z prostym: „Jak Ci minął dzień?”. Do tego, że ktoś pamięta o naszych urodzinach, zapyta o zdrowie albo po prostu jest, gdy wydarzy się coś trudnego. Nie myślimy o tym codziennie. To wydaje się normalne.
Problem polega na tym, że bardzo często mylimy normalność z czymś, co będzie trwało wiecznie. Życie nauczyło mnie, że to jeden z najdroższych błędów, jakie potrafimy popełnić. Nie dlatego, że wszystko kiedyś się kończy. To wiemy raczej wszyscy. Bardziej dlatego, że dopóki coś trwa, zachowujemy się tak, jakby nie miało to większego znaczenia. To paradoks. Najwięcej uwagi poświęcamy temu, co właśnie pojawiło się w naszym życiu. Nowym planom. Nowym znajomościom. Nowym możliwościom. Potrafimy godzinami zastanawiać się nad rzeczami, które być może nigdy się nie wydarzą. Tymczasem to, co od lat wiernie buduje naszą codzienność, coraz częściej staje się tylko tłem. A przecież tło nie jest mniej ważne od obrazu.
Spróbuj przypomnieć sobie drogę, którą od dawna jeździsz do pracy. Ile szczegółów naprawdę pamiętasz? W którym miejscu rośnie stare drzewo? Jak wygląda dom na rogu ulicy? Jakiego koloru są drzwi sklepu, do którego zaglądasz od lat? Prawdopodobnie niewiele z tego w pełni sobie przywrócisz w pamięci. Nie dlatego, że jesteś nieuważny/a. Dlatego, że umysł przestał uznawać te rzeczy za ważne. I czasem mam wrażenie, że dokładnie tak samo postępujemy z ludźmi…
To właśnie tutaj warto zatrzymać się na chwilę. Bo być może największym zagrożeniem dla naszych relacji nie jest brak czasu. Nie jest nim nawet zmęczenie. Najczęściej jest nim… przyzwyczajenie. To ono najciszej odbiera wdzięczność. Nie robi tego gwałtownie. Nie zabiera nikogo z naszego życia. Ono jedynie sprawia, że przestajemy dostrzegać wartość tego, co mamy. A kiedy coś staje się niewidoczne, bardzo łatwo odłożyć to na później. Telefon można wykonać jutro. Odwiedziny przełożyć na następny weekend. Rozmowę skrócić, bo przecież jeszcze nie raz będzie okazja.
Zastanawiam się czasem, ile słów nigdy nie zostało wypowiedzianych właśnie przez takie „jeszcze zdążę”. Nie piszę tego po to, żeby kogokolwiek zawstydzić. Piszę dlatego, że sam zbyt wiele razy widziałem, jak życie potrafi zweryfikować nasze przekonanie o tym, że wszystko można odłożyć. Od tamtej pory znacznie ostrożniej używam słowa „później” ale czasami nadal we mnie „odpala”.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą zrozumiałem dopiero z biegiem lat. Ludzie najczęściej nie odchodzą z naszej pamięci wtedy, gdy byli najbardziej spektakularni. Zostają w niej ci, dzięki którym codzienność miała swój rytm. Ci, którzy byli, którzy nie musieli niczego udowadniać. Nie przypominali o swojej wartości i nie oczekiwali braw… Ich obecność była tak naturalna, że wydawała się czymś oczywistym. I właśnie dlatego łatwo było ją przeoczyć.

Wracam czasem myślami do tego zwyczajnego domu z początku tego tekstu… Nie dlatego, że jest wyjątkowy, ale właśnie dlatego, że nie jest. Uświadomił mi coś prostego. To, co naprawdę stabilne, nie potrzebuje zwracać na siebie uwagi. Nie walczy o pierwsze miejsce. Nie domaga się potwierdzenia swojej wartości. Ono po prostu trwa.
A może największym sprawdzianem naszej uważności nie jest to, czy zauważymy coś nowego. Może jest nim to, czy potrafimy na nowo zobaczyć to, co od dawna jest obok nas?…
Jeżeli podczas czytania tego tekstu przyszła Tobie do głowy konkretna osoba, nie zbywaj tej myśli. Z doświadczenia wiem, że pamięć rzadko podsuwa nam takich ludzi bez powodu. Nie wiem, co z tą myślą zrobisz, bo to już należy do Ciebie. Ja natomiast po latach wiem jedno… To, co naprawdę buduje nasze życie, bardzo rzadko robi wokół siebie hałas. I chyba właśnie dlatego wymaga od nas czegoś, co w dzisiejszym świecie staje się coraz rzadsze. Uważności…

