Niektóre miejsca zostają w człowieku na długo, choć dawno już z nich wyjechał. Bywa, że mijają lata. Zmienia się praca, miejsce zamieszkania, pula obowiązków, a nawet ludzie, z którymi kiedyś dzieliło się codzienność. I nagle, zupełnie niespodziewanie, wystarczy zapach otoczenia, natury, odgłos mew, śmiech dzieci dochodzący z oddali albo światło wpadające przez okno pod takim samym kątem jak kiedyś. Przez krótką chwilę wszystko wraca. Nie jako wspomnienie oglądane z dystansu, lecz jako coś, co ponownie dzieje się w środku. To bardzo interesująca właściwość ludzkiej pamięci. Nie przechowuje wyłącznie wydarzeń. Zachowuje również atmosferę miejsc, temperaturę powietrza, kolory… Drobne szczegóły, którym wtedy nie poświęcaliśmy uwagi. Czasem nawet sposób, w jaki poruszał się wiatr między drzewami. Żywe wspomnienie…
Najbardziej zaskakuje jednak coś innego. W takich chwilach organizm często reaguje szybciej niż rozum. Ramiona przestają być napięte. Oddech sam się wydłuża. Twarz łagodnieje. Jakby ciało przypominało sobie coś, o czym umysł zdążył już zapomnieć. Dlatego dzisiejszy dzień – skoro czytasz ten tekst – może być dobrą okazją, aby świadomie wykorzystać tę niezwykłą zdolność.
Nie chodzi tutaj o uciekanie od rzeczywistości. To oczywiste, że rachunki nadal będą czekały, twój telefon prawdopodobnie znowu zadzwoni a sprawy, które wymagają rozwiązania, nie znikną tylko dlatego, że na kilka minut zamkniesz oczy. Ale człowiek zmęczony nie potrzebuje wyłącznie więcej czasu. Często bardziej potrzebuje odzyskać właściwy sposób odczuwania. Dlatego…
Spróbuj więc znaleźć kilkanaście minut tylko dla siebie.
Nie wybieraj od razu najpiękniejszego miejsca na świecie. Wybierz takie, które naprawdę coś w Tobie zostawiło. Przyciąga Ciebie… Może to być niewielkie nadmorskie miasteczko. Drewniany pomost nad jeziorem. Górska polana. Rynek starego miasta odwiedzonego wiele lat temu. A może wąska uliczka pachnąca świeżym pieczywem… Nawet jeżeli to będzie miejsce, które znałeś – znałaś tylko z fotografii i które od pierwszego spojrzenia wydawało się Tobie dziwnie bliskie.

A teraz… Usiądź wygodnie. Nie próbuj niczego wymuszać. Pozwól, żeby pamięć sama zaczęła układać obrazy. Zauważ, jak wygląda niebo. Czy jest bezchmurne, czy przecięte powolnymi obłokami? Jakie światło pada na budynki, drzewa albo wodę? Czy powietrze jest ciepłe, czy rześkie?
Zatrzymaj się przy czymś, czego zwykle się nie opisuje. Zapachu… Może pachnie rozgrzanym piaskiem. Może mokrym kamieniem po porannym deszczu a może dopiero co przemijającą burzą… Może świeżo mieloną kawą dochodzącą z niewielkiej kawiarni. Może lasem, a może solą unoszącą się nad morzem. Nasz umysł niezwykle mocno łączy zapachy z emocjami. To właśnie dlatego czasem jedno krótkie wspomnienie potrafi zrobić więcej niż długa rozmowa o zmęczeniu.
Teraz wsłuchaj się w dźwięki… Nie twórz ich na siłę. One zwykle pojawiają się same. Dalekie rozmowy ludzi, szum liści… Pociąg przejeżdżający gdzieś daleko. Dzwony kościoła. Fale… Śpiew ptaków albo zwyczajna cisza, która nigdy nie jest całkowicie pusta.
Pomyśl, jak zachowywało się wtedy Twoje ciało. Czy chodziłeś/aś wolniej? Czy jadłeś/aś spokojniej? Czy częściej patrzyłeś/aś przed siebie zamiast w ekran telefonu? To nie miejsce zmieniało Twój rytm. To Ty pozwalałeś/aś sobie wtedy żyć trochę inaczej. I właśnie tę część warto dziś zabrać ze sobą… Nie plażę. Nie góry. Nie hotel. Nie wakacje.
Tamtego człowieka, którym przez chwilę byłeś/aś.
To niezwykle ważna różnica. Wielu ludzi przez cały rok odkłada życie na dwa tygodnie urlopu. Wierzą, że dopiero wtedy zaczną naprawdę odpoczywać. A przecież odpoczynek nie zawsze rodzi się z odległości. Czasami rodzi się ze sposobu, w jaki patrzymy na zwyczajny dzień.
Zobacz, jak często pijemy herbatę, nie pamiętając jej smaku. Jemy obiad, jednocześnie czytając wiadomości. Spacerujemy, nie zauważając drzew. Rozmawiamy z bliskimi, jednocześnie odpowiadając na kolejne powiadomienia. Nasze ciało jest obecne. Nasza uwaga już w zasadzie nie. To właśnie dlatego zmęczenie nie mija, nawet gdy nic szczególnie ciężkiego się nie wydarzyło. Nie wyczerpuje nas wyłącznie ilość obowiązków.
Coraz częściej wyczerpuje nas rozproszenie.
A zatem ta mentalna podróż, którą proponuję, nie ma więc zastąpić prawdziwego wypoczynku. Nie jest też magicznym sposobem na rozwiązanie wszystkich Twoich problemów. Jest raczej przypomnieniem, że organizm potrzebuje od czasu do czasu wrócić do miejsca, w którym czuł się bezpiecznie. Psychologia bowiem od dawna pokazuje, że wyobraźnia oddziałuje na nasze reakcje silniej, niż intuicyjnie zakładamy. Jeśli wspomnienie jest żywe, organizm często odpowiada na nie podobnie jak na rzeczywiste doświadczenie. Zwalnia oddech, zmniejsza napięcie mięśni, porządkuje emocje. Nie dlatego, że został oszukany, ale dlatego, że pamięta.
Dlatego przez najbliższy tydzień spróbuj wykonywać to ćwiczenie codziennie.
Niech trwa pięć minut. Może dziesięć. Jeżeli masz więcej czasu nawet piętnaście. Byłoby super. Za każdym razem wybieraj to samo miejsce. Nie zmieniaj go codziennie. Pozwól, aby stawało się coraz bardziej wyraźne. Zauważaj kolejne szczegóły… Może dostrzeżesz ławkę, której wcześniej nie pamiętałeś/aś. Może usłyszysz śmiech ludzi siedzących obok. Może przypomni się Tobie rozmowa, która kiedyś wydawała się zwyczajna, a dziś nabiera zupełnie innego znaczenia.
Nie oceniaj tych wspomnień. Nie analizuj ich. Po prostu pozwól im być. A kiedy otworzysz oczy, nie wstawaj od razu. Rozejrzyj się po pokoju. Sprawdź, czy naprawdę wszystko wokół jest takie samo jak wcześniej. Być może zmieniło się niewiele. Być może zmieniło się tylko tempo Twojego oddechu. A może dłonie przestały być zaciśnięte? Może szczęka już nie jest napięta. Może pierwszy raz od wielu dni usłyszysz tykanie zegara albo śpiew ptaków za oknem… Tak, to drobiazgi. Ale właśnie od takich drobiazgów bardzo często zaczyna się odbudowywanie równowagi. Nie dlatego, że rozwiązują wszystkie trudności. Dlatego, że przypominają, iż człowiek nie składa się wyłącznie z obowiązków, terminów i spraw do załatwienia. Składa się również z miejsc, które kiedyś nauczyły go oddychać spokojniej.
I ta lekcja wcale nie musi kończyć się wraz z powrotem z wakacji… To twoja nie tylko wakacyjna terapia na tu i teraz.

